Madrytowy najmodniejszy trend- sandałki rzymianki.

Prawda jest taka, że nigdy nie umiałam opowiadać o trendach i minitrendach sezonu.

Zawsze bardziej, szczególnie osobiście, skupiałam się na stylu i kolorach.

Zdecydowałam więc, że nic na siłę, bo i tak nic fajnego mi z tego nie wychodziło.

Co do tytułu: sandałki nabyłam kilka miesięcy temu, jeszcze nie wiedząc, że Madryt za nimi szaleje. Moje są w bardzo klasycznym, tym prawdziwie podstawowym, wręcz prehistorycznym wydaniu.

Jak powiedziała jedna moja znajoma: Chrystus by takimi nie pogardził. Podobnie myślałam, jak je pierwszy raz zobaczyłam dobrych kilkanaście miesięcy temu.

.

komiks 2

.

No ale ja mam słabość do przyciężkawych, toporniastych bucików…

No i są moje, i są nieprzyzwoicie wygodne. Skóra wielbląda (tu pewnie zostanę zlinczowana przez wszystkich wegetarian i wegan, ale w Syryi ich jedzą ) jest tak miękka i tak pięknie dostosowuje się do stopy, że może kiedyś kupie sobie jeszcze jedne w jakimś żywszym kolorze.

.

komiks 1

.

Wracając znów do tytułu.

Nie kupiłam je ze względu na to, że są super modne gdzieś tam, tysiąc kilometrów od miejsca, w którym teraz pomieszkuję.

Kupiłam je, bo wydawało mi się, że do mnie pasują i są tak wygodne, że warte grzechu konsumpcji. I tej zakupowej i tej dosłownej jeśli chodzi o biedne zwierzę.

Czy będę je nosić za rok, dwa, trzy?

Pewnie tak, bo model nie jest oklepany i jednosezonowy. Na pewno tak, bo, wydaje mi się, posłużą mi naprawdę długo 😉

.

.

.

.

See U, piękne :*

.

.

.

.

.

You may also like...