NAKED Urban Decay

Podejrzewam, że cały internet jest zapchany recenzjami na temat tych cieni, ale..czy recenzji może być za dużo? 😉

.

Chodziłam dookoła tych cieni, jak tylko weszły do polskich sklepów, ale jakoś ich cena mnie przerażała. Później, jak już zważyłam i przeliczyłam, że wychodzą w sumie nawet taniej niż te z Inglota, to na chwilę zniknęły z Sephory. No ale okrótny loś chciał, żebym znalazła się za granicą Polski i Naked zaczeła kusić prawie w każym sklepie. No cóż, uległam…;)

.

No więc weszłam w posiadanie klasycznej wersji nudziaków:

.

IMG_7335

.

Większość cieni ma wykończenie satynowe. Osobiście wolę te matowe, choć dużo trudniej się nakłada je na powiekę, ale efekt popłaca. Satynowe wykończenie jednak tym przypadku wcale nie jest nachalny. Połysk, a raczej mienienie się koloru jest bardzo ładne i wygląda dobrze nawet na dojrzałej powiece.

Paletka zawiera też jeden bazowy, tak bym nazwała ten kolor, matowy cień w kolorze Naked.

IMG_7339

.

Cienie są bardzo dobrze napigmentowanie i nawet bez bazy dobrze trzymają się na powiece.

.

IMG_7340

.

Kolor można pogłębić powtórną aplikacją, zbędną w przypadku makijażu dziennego. Bardzo wydajne i nie uczulające!

.

Podsumowując, taaaak, cienie znalazły kolejną wierną wielbicielkę. Przymierzam się do kolejnych paletek. Nie tylko paletek, zresztą, zamierzam przetestować większość produktów tej firmy.

.

.

P.S.: Chciałam tylko dodać, że się z nimi nie rozstaje.

.

See U, :*

.

.

.

.

You may also like...