OffPlusCamera suite

Specjaliści od PR i cały sztab zajmujący się promocją/ marketingiem jest świadomy roli kostiumera- charakteryzatora w dziele filmowym. Na próżno więc wypierać się jego działania na nas, publiczność.

Nawet,a może przede wszystkim filmy kostiumowe/ historyczne są niekończącą się kopalnią inspiracji. To, jak się ubieramy to na pewno średni współczynnik, wynikający ze wszystkich czynników na nas oddziaływających. Kina również… A jak kina było szczególnie dużo w naszym życiu, to nawet przede wszystkim;).

.

IMG_0936

.

Ale dość już o modzie w tym poście …

.

Obława Marcina Krzyształowicza

była genialnie wypromowana przez media, przez co obiecywałam sobie dużo po tym filmie. Przeliczyłam się. Dla mnie kino musi budzić pewne emocje, poruszać i wręcz pomagać odkrywać pewne rzeczy w sobie. Rzeczy, których się boimy, wstydzimy i do głowy by nam nie przyszło, ze w nas istnieją.

To kino jest pustakiem, który nie budzi żadnych emocji. Starannie zrobiony, zrównoważony film. Tyle. Bez wyrazu, bez błysków i zgrzytów, powodujących ciągły powrót do pewnej sceny, bez dokuczliwego pytania, które nie daje nam spokoju po obejrzeniu dzieła wyjątkowego. Takiemu kinu osobiście mówię stanowcze NIE!

.

Zupełnie inne wrażenie robi film U niej w domu Francoisa Ozona

wyświetlany w kategorii Odkrycia. Czuje się w nim jakieś pozytywne wibracje ;), pewne zamierzone lub nie niedociągnięcie, które intryguje i trzyma w pewnym napięciu. Narracja jest bardzo ciekawa, jakbyśmy sami pisali książkę o chłopcu piszącym książkę. Postać chłopca, a raczej gra młodego aktora w ogóle zasługuje na większą uwagę. Oddał on całkowicie chaos panujący w głowie uzdolnionego nastolatka po przez intonacje, grę mięśni twarzy, niby mimowolny uśmiech etc. Urzekł mnie niesamowicie. Sam film i jego młody aktor 😉

.

Przyszła kolej na obejrzenie The Pact’u Nicholasa McCarthy.

Ponieważ nie psułam sobie opinii przedwczesnymi recenzjami filmów, które chciałam obejrzeć, do tej pory nie wiem czy to jest pastisz, mocno zabarwiony kiczem, czy delikatny kicz, czy groteska, która okazała się efektem niezamierzonym. W każdym wypadku ten film nie jest genialny, ale pomimo tego zdecydowanie jest wart obejrzenia. Publiczność na przemian śmiała się z przerysowanych scen grozy i krzyczała z przerażenia, bo przerażające sceny były faktycznie zaskoczeniem i faktycznie przerażającym. Ładne zdjęcia, bardzo przyjemna gra aktorska i ta kiczowata historia z jeszcze bardziej kiczowatym zakończeniem. Jeśli tym filmem, który powstał w bardzo krótkim czasie, jak mówił twórca puszcza on do nas oko, to spojrzenie to jest awanturnicze i pełne samokrytyki. I brawa mu za to!

.

Telstar: The Joe Meek Story Nicka Morana

jest filmem o modnej ostatnio w kinie tematyce hołdu wybitnym osobom. Nie zauważyłam w filmie niedociągnięć. Szczególnych walorów również nie. Nie dlatego jednak, że film był zły, ale dlatego, że pochłonęła mnie bez reszty opowiadana historia piekielnie uzdolnionego producenta i kompozytora- geja, mieszkającego w trudnych latach sześćdziesiątych. Przy tego typu filmach łatwo o przerysowany tragizm i nudę. Tu nie znajdziecie nic z tych rzeczy. Historia jest świetna i dobrze opowiedziana- ZDECYDOWANIE DO OBEJRZENIA!

.

.

.

.

.

.

See U soon :*

.

.

.

.

You may also like...

Leave a Reply

Your email address will not be published.